Śmierć taśmy filmowej...

Kamera C300 CANON
Ta historia jest oparta na prawdziwych zdarzeniach. Wszystko zaczęło się o 14:46 czasu miejscowego 11 marca 2011 roku u wybrzeży wyspy Honsiu w Japonii. Trzęsienie ziemi o magnitudzie 9 stopni w skali Richtera zniszczyło między innymi fabrykę Sony produkującą profesjonalne taśmy dla branży TV i filmowej. Po tym wydarzeniu musiała nastąpić rewolucja!

Brzmi nieco jak horror, ale tak naprawdę to wydarzenie wywołało pewnego rodzaju panikę w stacjach telewizyjnych, kiedy ceny taśm HDCam SR zaczęły drożeć w tempie, jakiego branża jeszcze nie widziała. A po kilku tygodniach dystrybutorzy obwieścili, że ich zapasy się skończyły i więcej taśm po prostu nie ma. Wtedy producenci uświadomili sobie, że zapowiadana rewolucja cyfrowa, która wyeliminuje taśmy z procesu produkcyjnego właśnie się dokonała, dużo szybciej, niż wszyscy się tego spodziewali.
Dlaczego w ogóle taśmy są nadal w obiegu, skoro nawet w gospodarstwach domowych nikt od dawna nie używa tego typu nośników. Kasety video czy magnetofonowe kojarzą nam się raczej z latami dziewięćdziesiątymi ubiegłego wieku, a 20 lat w technologii to przecież lata świetlne. Problem polega jednak na tym, że zmiany technologiczne w profesjonalnych rozwiązaniach często nie nadążają za tymi w rozwiązaniach konsumenckich. A kiedy nie wiadomo o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze, głównie te, które trzeba zainwestować w specjalistyczny sprzęt. Koszt przesiadki pojedynczego widza z telewizji analogowej na cyfrową, powiedzmy w HD to jedynie kilka tysięcy na nowy telewizor. Koszty stacji TV, która chce dokonać podobnego skoku można liczyć w milionach. I zazwyczaj wiąże się z całkowitą zmianą podejścia do produkcji czy obróbki obrazu. Potrzebne są nowe kamery, wozy transmisyjne, urządzenia przesyłowe, zarówno te przewodowe (kable, routery etc) jak i bezprzewodowe, zazwyczaj satelitarne. Należy zainwestować w nowe nośniki, komputery, zestawy do montażu, transmisji itd. Setki urządzeń, nowy „workflow”, koszty szkolenia personelu etc. Należy też wybrać jeden z istniejących formatów, najlepiej ten najbardziej powszechny i uniwersalny. Zła decyzja może kosztować więcej niż jej wdrożenie, więc warto poczekać z decyzją, aż inne stacje czy firmy produkcyjne zaadoptują jakieś rozwiązania.
Przez lata taśmy wydawały się rozwiązaniem niemal idealnym. Były standardem popularnym i uniwersalnym a także bardzo bezpiecznym. Znakomita jakość nagrań, duża odporność na warunki atmosferyczne i upływający czas. Firma Sony brylowała w ich produkcji dostarczając pełen zakres rozwiązań od SD do HD z możliwością nagrywania wielu ścieżek dźwięku naraz (bardzo pomocne w przypadku np. różnych wersji językowych programów), magnetowidów, akcesoriów. Kiedy taśm nagle zabrakło, zwłaszcza tych najbardziej zaawansowanych (używanych np. w produkcji programów 3D), okazało się, że najwyższy czas na nowe rozwiązania. Taśmy będą musiały zastąpić pamięci masowe i dyski twarde z zapisanymi na nich danymi. Rewolucja cyfrowa była nieunikniona.
Studia filmowe nadal dość często używają taśmy filmowej. Wielu reżyserów nie wyobraża sobie kamery innej niż klasycznej, głównie od niemieckiej firmy ARRI. Film kręci się na taśmie, następnie skanuje w procesie zwanym „telecine” zamieniając obraz na formę cyfrową, gotową do dalszej obróbki w komputerze. Ale i w kinie szykuje się rewolucja a może nawet już się dokonała, coraz więcej twórców eksperymentuje z cyfrą, pojawiają się kamery „bez taśmy”, które mogą śmiało konkurować ze starą szkołą.
Głównie chodzi o tzw „look”, który zapewnia taśma. Chodzi o to, żeby zdjęcia kręcone na cyfrze wyglądały możliwie podobnie do tych ze starej taśmy filmowej 16 czy 35 mm. Dzisiejsze sensory wydają się być odpowiednio czułe i mieć wystarczająco dużą rozdzielczość, aby konkurować z klasyczną technologią naświetlania błony światłoczułej. Nowe kamery mogą też wykorzystywać te same obiektywy, co ich poprzedniczki, łatwo więc osiągnąć efekty, których domaga się reżyser. Techniki post-produkcyjne także pozwalają na bardziej śmiałą manipulację kolorem.
Kilka lat temu na rynku pojawiła się firma RED, która stworzyła w pełni cyfrową kamerę potrafiącą rejestrować obraz do rozdzielczości 5k (5 tysięcy pikseli, Full HD to niecałe 2k) w przypadku modelu Epic. Filmowcy szybko zainteresowali się nowym produktem. Takie hity Hollywood jak „Piraci z Karaibów” czy „Dziewczyna z tatuażem” z Danielem Craigiem były kręcone właśnie przy użyciu kamery RED Epic. ARRI nie pozostaje jednak z tyłu i na rynku dostępna jest kamera filmowa o nazwie Alexa (rozdzielczość do 3k). Przy pomocy tego urządzenia powstały takie filmy jak „Hugo” czy „Melancholia”. Serial HBO „Games of Thrones” jest także kręcony cyfrowo kamerą ARRI.
Wszystkie te produkcje bez użycia nawet milimetra taśmy, mimo to znakomicie prezentujące się w kinie czy na ekranie naszego telewizora. Ale to nie jedyne cyfrowe ciekawostki ze świata produkcji video. W ostatnich kilku miesiącach wielką karierę nieoczekiwanie, zarówno w świecie produkcji profesjonalnych jak i tych półprofesjonalnych (np. video z wesela etc) zrobiła firma znakomicie znana fotografom czyli japoński Canon. Dzięki implementacji możliwości nagrywania video w jakości HD w lustrzankach Canona, zwłaszcza tych profesjonalnych (5D, 7D), stały się one niezwykle tanimi kamerami filmowymi oferującymi znakomite parametry obrazu (dzięki możliwości wymiany obiektywów, stosowania filtrów etc). Lustrzanki Canona zaczęły być wykorzystywane w tysiącach niskobudżetowych produkcji, zapewniając obraz porównywalny do kilkadziesiąt razy droższych rozwiązań profesjonalnych. Nawet mimo ich ograniczeń (słaba jakość nagrywanego dźwięku, maksymalna długość ujęcia – 12 minut, zbyt duża kompresja danych) ich popularność zaskoczyła chyba nawet samego producenta. Ten postanowił na bazie swoich lustrzanek opracować nowy typ kamery cyfrowej, który zapewni identyczną jakość obrazu, ale będzie pozbawiona ułomności typowych aparatów DSLR. Tak narodził się model C300, który miał swój debiut kilka miesięcy temu i póki co zbiera sporo pochwał.
Wygląda na to, że cyfrowa rewolucja dzieje się na naszych oczach, coraz więcej produkcji odbywa się bez pomocy analogowych taśm. Wydarzenia w Japonii z kwietnia zeszłego roku tylko przyspieszyły nieuchronny proces digitalizacji nagrywania i przetwarzania obrazu. Także branża filmowa eksperymentuje z nowymi kamerami o wysokich parametrach rozdzielczości nagrywanego obrazu. Taśma chyba faktycznie powoli odchodzi do lamusa, tam gdzie od dawna było jej miejsce.
Trwa ładowanie komentarzy...